niedziela, 7 maja 2017

Me

Ach,ale tytuł. Nie uważacie,że trochę egoistyczny?

 Szczerze powiedziawszy nie wiem po co piszę tego posta. Od kilku miesięcy w mojej wyszukiwarce nie zawitało słowo "blogger". Nie chcę już przepraszać po raz setny. Nawaliłam. Ja to wiem. Nic tego nie zmieni,ale zawsze można spróbować. Chcę powiedzieć,że przez ostatnie miesiące to nie byłam ja. Chcę po prostu przekazać coś ważnego.

Ostatnie miesiące dosyć mnie zmieniły. Zastanawiałam się co było powodem,aby ze zwariowanej nastolatki zmienić się w osobę bez uczuć. Robota,który by tylko pracował. Dziewczyny,która woli siedzieć w domu i ukrywać się przed światem,bo boi się braku akceptacji. Boi się pokazać. Pokazać siebie. Boi się opinii innych,boi się,że znów przejdzie piekło. Niestety, nie udało mi się ochronić przed tym doświadczeniem. Pewnie pytacie co mnie zmieniło. Już wam powiem.

Były to burzliwe miesiące. Nowa szkoła,ludzie,nauczyciele. Po prostu nowe wyzwania. Bałam się tej zmiany,bałam się,że nie podołam,że będzie tak jak w starej klasie. A no jak było?

Od zawsze wolałam spędzać czas z chłopcami. Lubiłam luźne rozmowy i nie czułam się przy nich skrępowana. Moje koleżanki zazdrościły mi tego,o czym później się dowiadywałam kiedy nagle przestawały być przyjaciółkami. Postanowiły mnie więc gnębić, zrównać z ziemią. Nienawidziły mnie za dobre oceny,wygląd i to,że byłam sobą. No właśnie, BYŁAM.


W nowej klasie bałam się,że będzie właśnie tak. Dlatego postanowiłam się zmienić. Być spokojniejszą,rozważną,lekko wycofaną. Nie wychodzić przed szereg. Przez tą zmianę,która miała mi pomóc sprawy się tylko pogorszyły. Stałam się odludkiem w tej klasie. Czułam się jak kosmita. Zdarzały się sytuacje,że byłam obgadywana na moich oczach i moje koleżanki się z tym nie kryły.


Któregoś dnia pękłam. Postanowiłam się zmienić. Powiedziałam,że już nigdy nie będę udawać. Chciałam po prostu popatrzeć w lustro i powiedzieć" To jestem ja",a nie myśleć,że jestem cieniem siebie. Nędzną imitacją swojego charakteru.

DZIŚ TO ZROBIĘ.
Dokładnie 20 minut temu usłyszałam od mojej mamy " Uwielbiam jak się uśmiechasz,stałaś się tak bardzo smutna i przygnębiona. Rzadko mogę widzieć twój szczery uśmiech". To zabolało. Nawet bardzo. Zrozumiałam,że gdzieś po drodze zgubiłam siebie. Zrozumiałam,że tak naprawdę nie okazywałam uczuć,że cieszyłam się tylko w samotności,nawet z takich małych rzeczy. Cieszyłam się tylko przy przyjaciołach z poza szkoły,że stałam się obojętna na uczucia innych,ponieważ ich nie obchodziły moje,że stałam się marionetką,zabawką,którą można się bawić. Zrozumiałam,że zgubiłam swój cel.



Jednak mam zamiar go odnaleźć. Chcę wrócić do żywych. Chcę pocieszać innych,a nie żeby oni mnie pocieszali. Odnajdę siebie.

Obiecuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz